Get Adobe Flash player

Po co ćwiczyć Tai Chi

   Pewnego razu pewna pani w pewnych okolicznościach zadała mi takie oto pytanie - Po co ćwiczyć Taijiquan? Po co to w ogóle ćwiczyć? Czy nie lepiej poćwiczyć aerobik? 

Otóż z mojego doświadczenia wynika, że nie. Ćwiczenia aerobowe dają kopa jak Red Bull, natychmiastowy przypływ adrenaliny, przetlenione komórki szaleją (hiperwentylacja). Wykonujemy ruchy szybko, pod dyktando głośnej i skocznej muzy, w stanie transu endorfinowego, nie kontrolując do końca, na ile wykonywane ćwiczenia są w zakresie naszych możliwości. Drobne urazy tylko dodają nam animuszu. Ból jest wyzwaniem, zaś by go pokonać ćwiczymy na siłę i tworzymy nowy uraz. Ale co tam! Euforia dodaje animuszu, muzyka nakręca, nakręca współzawodnictwo (ćwiczymy przecież z innymi) - szybciej, sprawniej, wyżej, szerzej, mocniej!... Niestety, stan euforii jest krótkotrwały, jak po wypaleniu jointa. Potem przychodzi zmęczenie, zakwasy, ból. Urazy dają o sobie znać dopiero po dłuższym okresie czasu, gdy organizm już nie chce tego dalej znosić. Po latach nawarstwiania się urazów i kontuzji pojawiają się problemy z kręgosłupem, stawami, bywa, że i zwyrodnienia - zależy to od intensywności tego szaleństwa. Rezygnujemy więc z ćwiczeń, idziemy po poradę do lekarza, lecz lekarze na nasze problemy polecają, paradoksalnie - ruch! I co wtedy? Ano, szukamy. Joga, hmm, dobrze. Rozciąganie, wyciszenie, relaks. Z tym, że odpada w przypadku problemów z dyskopatią, kręgami szyjnymi, skurczami, rwą kulszową, itd. Poza tym niekoniecznie chcę, by stawiano na sali jakieś ołtarzyki z Bożkami, palono kadzidła, odprawiano jakieś rytuały. Rehabilitacja? Kilka lub kilkanaście sesji gimnastyki fundowanej przez służbę zdrowia. A potem nic. Pustka. I ... trafiamy na trening Taijiquan lub Qi Gong. I okazuje się, że można poruszyć wszystko w ciele bezurazowo, bez szarpania się, przeciążania, że ruch może dawać długotrwałą satysfakcję. Nie trzeba przy tym przyjmować komunii z wiedzy magicznej, ani patrzeć na ołtarzyki, wystarczy tylko zaakceptować podstawy filozoficzne tradycyjnej Medycyny Chińskiej poważanej na całym świecie (koncepcja qi, dantien i jin - jang). 

Systematyczny trening Taijiquan poprawia sprawność fizyczną, poprawia ruchomość stawów, kręgosłupa. Poza tym wycisza, uspokaja, daje odpocząć od kołowrotka życia, zdystansować się. Ćwiczenia Qi Gong to rehabilitacja w Tradycyjnej Medycynie Chińskiej, z tym, że jest tu coś więcej. Pracuje się również z energią umysłu, a to w znacznym stopniu zwiększa ich zdrowotność i skuteczność w przywracaniu homeostazy. W Taijiquan ćwiczenia Qi Gong zaprzęgnięto do budowania naszej strefy obronnej, przez co nas wzmacniają. Praktycznie każdy ruch można zastosować do obrony na różne sposoby. Mistrzowie mawiają - jeden ruch - tysiąc zastosowań. Jeśli potrafię się obronić - czuję się pewniej, ufam sobie, mam poczucie skuteczności. Myśl kształtuje rzeczywistość, to już fizycy kwantowi wiedzą. Psychiatrzy zajmujący się hipnozą twierdzą, że wszelkie choroby, czy to fizyczne, czy psychiczne są efektem błędnych nawyków myślowych. Pora to zmienić. Jeśli zaszczepię w sobie spokój i pewność siebie - zacznę budować swoje zdrowie na nowo. I nie ważne, że nie dokonam cudu całkowicie uzdrawiając się natychmiast, wiadomo, że jeśli przez kilkadziesiąt lat budowałam chorobę, to w mig organizm tego nie uprzątnie. Poza tym zmiana nawyków myślowych nie przychodzi łatwo i od razu. To wymaga ćwiczeń, determinacji i korelacji z fizycznością. Jest jeszcze jeden czynnik - wiara w powodzenie, bez tego nic się nie zadzieje. Umysł zbyt krytyczny nie jest skłonny uwierzyć w coś, czego jeszcze nie ma, mimo, że hipotetycznie może być. Ale sama zmiana myślenia nie wystarczy. A i trenując Taijiquan bez zaprzęgnięcia umysłu do pracy nic nie osiągniemy, trening zaś będzie aerobikiem w zwolnionym tempie. Będziesz jak rolnik sadzący byle co byle gdzie. Zasada trzech wewnętrznych harmonii w Taijiquan mówi o połączeniu w ruchu trzech aspektów - fizycznego, emocjonalnego i mentalnego. Rozluźnij się, włóż serce w to co robisz i rób to uważnie, wtedy przyjdą efekty. Tak tłumaczy się słowo kung fu, a Taijiquan to wewnętrzne kung fu. Rozluźnienie i zaangażowanie w trening Taijiquan daje poprawę funkcjonalności. Badania wykazały, że lepiej funkcjonują: układ oddechowy - zwiększa się wydolność i pojemność płuc, sercowo - naczyniowy - reguluje się ciśnienie krwi, trawienno - wydalniczy - nerki lepiej filtrują, poprawia się perystaltyka jelit, praktycznie usprawniają się funkcje wszystkich narządów wewnętrznych. Izometryczne ćwiczenia w Taijiquan dają po jakimś czasie większą sprężystość i elastyczność. Przenosi się to na codzienność dając przyjemność i radość życia. 

Miękkie i twarde ruchy wykonywane naprzemian nie są szarpane czy kwadratowo sztywne, lecz jedne delikatnie przechodzą w drugie, co pozwala znaleźć w sobie i wydobyć na powierzchnię tego twardziela faceta i tę miękką, ciepłą lady, czyli energię jang i jin. Uderzam, kopię, jestem jang, by po chwili stopniowo przejść do subtelnego głaskania i muskania jin, przygotowując się do kolejnej zmiany. Przechodząc od jednej emanacji do drugiej szukam w sobie równowagi, podążam za biciem swojego serca i dostosowuję do niego oddech. Moje mięśnie i stawy są rozluźnione tak, by energia mogła przepłynąć od stopy do czubków palców dłoni. Nie muszę się spieszyć, moje serce pracuje miarowo i spokojnie, oddech jest w normie. Trening dostosowuję do siebie, nie do muzyki, czy kogokolwiek, kto wybija rytm. Czuję delikatne mrowienie w całym ciele, gdy z uwagą prowadzę ruch spiralny od stóp do dłoni, czuję spokój i stabilność w tym ruchu, widzę w lustrze swoją zrównoważoną postawę ciała. Czuję, jak wypromieniowuję się na zewnątrz, całe ciało jest wypełnione. Po treningu pozostaje mi wrażenie odświeżenia, cera jest gładsza, paznokcie i oczy błyszczą. I bynajmniej nie jest to gorączka - temperatura jest w normie, ciśnienie krwi również. Energia po prostu mnie rozsadza. I czy teraz kiedy od lat tak doświadczam Taijiquan - chciałabym ponownie przeżywać krótkotrwałą euforię aerobikową, by to wszystko utracić i znów potem cierpieć? Nigdy w życiu.

autor tekstu: Jagoda A. Kunikowska 11-2011